piątek, 5 kwietnia 2013

Cześć, mogę u was zamieszkać?

Witam na moim nowym blogu. Postanowiłam stworzyć miejsce, w którym opowiem Wam o mojej miłości do kotów, która zaczęła się już dawno, dawno temu, kiedy byłam jeszcze całkiem mała.
Razem z mamą wymyślałyśmy różne kocie opowieści, bajki i historie z udziałem całych kocich rodzin. Wtedy nawet przez myśl mi nie przeszło, że kiedyś do naszego domu przyjdzie nagle czarny kot i zostanie z nami przez dziesięć lat. 


Wszystko zaczęło się od pewnego telefonu. Zadzwoniła do nas sąsiadka z pytaniem czy nie chcemy wziąć kotka, którego znalazła jej koleżanka. Siedział pod jej samochodem i strasznie się bał wychylić stamtąd nos. Przynosiła mu jedzenie przez parę dni, ale przecież kot nie mógł tak po prostu mieszkać pod samochodem. Z pewnymi oporami, razem z mamą, wzięłyśmy tego kotka, z przeświadczeniem, że jest to kocurek. Dostał  na imię Sylwester i pomału przyzwyczajał się do nowej sytuacji. 
Na drugi dzień Sylwester postanowił pozwiedzać okolicę, ale ponieważ nie otworzyły się przed nim od razu drzwi, to zdecydował się na ucieczkę przez balkon (!). Wprawdzie nasz dom jest jednopiętrowy, ale zawsze to jakaś wysokość... Nie było go w domu przez całą dobę, ale wrócił. Radości nie było końca i wszystko zaczęło się świetnie układać.
Jednak za jakiś czas Sylwestrowi zaczął rosnąć brzuszek...   Tak, tak, brzuszek, w którym jak się później okazało, zamieszkały rozkoszne kociaczki. I w ten oto sposób Sylwester zmienił imię na Puma :)  Kociaczki urodziły się w listopadzie 2001 r.  i nieźle dały nam popalić! Istniało dla nich jedno najważniejsze zajęcie: zabawa!
Po przeprowadzce małych łobuzów do nowych domów, u nas zrobiło się spokojnie i cicho. Okazało się, że Puma jest strasznie grzecznym kotem, nieabsorbującym swoją kocią osobą niczego i nikogo wokół. Zrobiła się z niej ogromna pieszczocha, potrafiła godzinami siedzieć na kolanach i pozwalać głaskać się po brzuszku. Nigdy nikogo nie podrapała ani nie ugryzła. To był chodzący koci anioł :)








Najlepsze miejsce do spania w ogrodzie :)




Przeszłyśmy razem zarówno wspaniałe, jak i smutne chwile.
Do tych wspaniałych należały zabawy, przytulanki, powitania (zawsze jak wracałam z pracy Puma biegła do samochodu i kiedy już z niego wysiadłam to przewracała się na plecy i musiałam pogłaskać ją po brzuszku).








Był też bardzo zły czas, kiedy nasza kochana kocica zachorowała na zapalenie otrzewnej. Była w strasznym stanie, przez trzy miesiące codziennie jeździliśmy do weterynarza na zastrzyki, kroplówki, prześwietlenia, itd. 



Była wtedy taka smutna i wycieńczona, ale dzięki naszemu uporowi i wierze w to, że będzie dobrze, udało się pokonać to wstrętne choróbsko! Byliśmy w siódmym niebie! 



Przez kolejne dwa lata wszystko było dobrze. 




Mój prezent od Mikołaja :)

Jednak w 2010 r. wszystko się posypało. Ponieważ Puma miała już wcześniej problemy z guzkami (które zostały wprawdzie wycięte), choroba zaczęła się odnawiać. Znowu zaczęły się wizyty u weterynarza i trzeba było od nowa zaczynać walkę. Niestety pomimo naszych wysiłków tym razem nie udało się nam przez to przejść. Nasza kochana Pumeczka odeszła od nas 19 lipca 2010 r. 
Było nam strasznie ciężko, żal ściskał nam gardła, tęsknota ściskała nam serca... Tęsknimy za nią do dziś i nigdy nie przestaniemy. Była najkochańszym kotem świata, najłagodniejszym, najmądrzejszym i najbardziej wyrozumiałym zwierzątkiem z jakim kiedykolwiek miałam do czynienia. Zawsze będziemy o niej pamiętać i ciepło ją wspominać. Nasz kochany koci przyjaciel. 





Puma


W następnym blogu opowiem Wam o Baletnicy i Loli, które obecnie u nas mieszkają.
Pozdrawiam,
Kasia




6 komentarzy:

  1. Moja COOCe pozdrawia twojego kta bliżniaczo do niej podobnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Puma dziękuje za pozdrowienia, ale już jako aniołek, bo niestety już jej nie ma wśród nas :( Wkrótce zamieszczę zdjęcia dwóch kotów, które obecnie zaszczycają mnie swoimi kocimi osobami :)
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  2. Wspaniała ta Wasza Puma była ...Współczuję straty :(

    Całkiem podobna do mojego Mikeszka ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi przykro, że taki cudowny Anioł Cię opuścił ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, brakuje nam tego kochanego futereczka... No ale takie życie...
      Pozdrawiam cieplutko

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...